|
Emu trafił do schroniska z ul. Odlewniczej.
Kiedy Emu trafił do schroniska, był całkowicie wycofany, zamknięty w sobie, nie pozwalał się dotknąć, nie chciał spojrzeć w oczy. Każda próba zbliżenia kończyła się ostrzegawczym warczeniem.
Nie wiemy, przez co przeszedł, ale nie trudno się domyślić, że to człowiek zawiódł go okrutnie.
W stosunku do obcych Emu trzyma dystans, ale ci, którzy są przy nim każdego dnia, zaczynają widzieć światełko. Gdy pojawiają się przy boksie, Emu już nie ucieka, delikatnie merda ogonem. Cicho. Ostrożnie. Jakby pytał: „Czy naprawdę mogę Ci zaufać?”
Wierzymy, że przed Emu najlepsze dopiero nadchodzi. Że pod skorupą nieufności kryje się wspaniały przyjaciel – wierny, czuły i oddany. Potrzebuje tylko czasu. I kogoś, kto da mu szansę.
|
|
|
|
|
|